Przemoc to nie tylko bicie i gwałt

włącz .

Mąż nie dał pieniędzy na buty. Przemoc to nie tylko bicie i gwałt

przemoc

Zadzwoniła do nas po pomoc kobieta brutalnie zgwałcona, ma obrażenia ciała. Ale biegły w sądzie podkreśla, że przecież piła wcześniej alkohol z tym mężczyzną. A więc w domyśle ''sama jest sobie winna'', bo porządna kobieta nie pije alkoholu z mężczyzną, z którym nie zamierza uprawiać seksu. Otóż nie - kobieta ma prawo pić alkohol i nikt nie ma prawa jej zgwałcić.

Przemoc to nie tylko bicie i gwałt. Konwencja wprowadza pojęcie przemocy ekonomicznej.

W Polsce komornicy ściągają zaległości zaledwie od 17 proc. alimenciarzy. To wynik znacznie gorszy niż w przypadku innych dłużników. Dlaczego akurat w sprawie alimentów system jest tak niewydolny? Do korzystania z funduszu alimentacyjnego uprawnione są tylko kobiety, które mają bardzo niskie dochody. Ale dlaczego kobieta, która ciężko pracuje i godnie zarabia, obrywa za to? Może państwo powinno automatycznie przejmować zobowiązania uchylających się alimenciarzy? Sądy ich nie karzą, uzasadniając, że niepłacenie alimentów nie jest uporczywe, bo raz na pół roku coś tam wpłacił, nie całą sumę, ale część, czyli wykazał chęci. Jednakże opóźnienia z alimentami nie tylko upokarzają kobietę i dzieci, bo ona musi upominać się i prosić, ale też powodują zachwianie ich poczucia bezpieczeństwa. Nie wiedzą, czy mogą planować urlop, zapraszać na urodziny dziecka, bo nie wiedzą, czy będzie na jedzenie.

Przemoc ekonomiczna to także wydzielanie żonie czy partnerce pieniędzy na dom i zachowywanie reszty dla siebie bez uzgodnienia z nią. Pasożytowanie na jej pracy.

Co prawo może zrobić z mężczyzną, który nie daje żonie na dentystę lub buty zimowe, a sam hula po barach?

Nazwanie przemocy ekonomicznej po imieniu może pomóc choćby przy rozwodzie - ułatwi orzeczenie o winie. Zachowania sprawców przemocy ekonomicznej bywają naprawdę okrutne. Drastyczne są przypadki porzucanych kobiet, które całe życie poświęciły pracy na rzecz męża, dzieci i domu. Ostatnio zgłosiła się do nas pani w wieku 60 lat. Całe życie dbała o dom i nieformalnie pracowała w firmie męża. On zawczasu zabezpieczył większość majątku i wystąpił o rozwód.

Mąż innej kobiety po latach stwierdza, że nie będzie jej dawał pieniędzy ''za nic'', tylko płacił za to, co chce - 5 zł za ugotowanie obiadu, 3 zł za zmycie naczyń itp.

Albo kobieta pracuje zawodowo i zajmuje się dziećmi, a on siedzi w domu na kanapie. I złośliwie odkręca kaloryfery na 35 st. C, żeby ją ukarać ogromnym rachunkiem.

Im bardziej kobieta jest zależna ekonomicznie od partnera, tym bardziej podatna na ustawienie w roli ofiary. Warta rozważenia jest myśl, by kobiety, które decydują się całe życie pracować na rzecz domu i rodziny, miały emerytury wypłacane ze składek mężów.

W Polsce nie mamy kompleksowego programu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, a przemoc domową utożsamia się raczej z alkoholizmem i patologią niż dyskryminacją ze względu na płeć. Niech powstanie niezależna agencja rządowa ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Ewentualnie - departament resortu sprawiedliwości czy biuro u pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Ale w jednym miejscu.

Zaczynać należy od edukacji przedszkolnej dziewczynek i chłopców, bo powiedzonka typu ''baba niebita to jak kosa nieklepana'' wciąż funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Jak na rysunku Marka Raczkowskiego: policjanci pocieszają faceta, którego musieli aresztować za bicie żony.

Niestety, tak bywa w rzeczywistości. Do Centrum Praw Kobiet nierzadko zgłaszają się po pomoc żony policjantów i wojskowych. A ''męska solidarność'' w tych sprawach wciąż ma się dobrze, nie tylko w zawodach mundurowych.

Polska zastrzegła, że nie będzie stosować konwencji w przypadku, gdy przestępstwo popełni osoba z miejscem stałego zamieszkania na terytorium Polski, ale niebędąca polskim obywatelem.

Niestety, wyłącza to część ofiar z systemu opieki i pomocy. W Polsce są tysiące imigrantów, par wietnamskich, ukraińskich, chińskich, które mają różne formy legalizacji pobytu lub mieszkają tu i pracują nielegalnie. Kobiety, które słabo znają język i prawo, są szczególnie narażone na przemoc. Dziś trochę takich spraw załatwiamy ''jakoś tam'', np. zgłaszamy się na policję z poszkodowaną Ukrainką bez żadnych papierów i policjanci biorą sprawę, o papiery nie pytając. Ale większość ofiar bez legalnego pobytu nigdzie się nie zgłasza. Ze strachu.

źródło: http://www.wysokieobcasy.pl