Polak tłucze żonę? Niech tłucze! Od tradycji Europie wara

"Bo zupa była za słona" - to przewrotne hasło pamiętnej kampanii przeciwko domowej przemocy z 1997 roku. Minęło 18 lat, w międzyczasie zostaliśmy obywatelami Europy, a w tysiącach domów zupa nadal jest za słona - zaś policja, sądy i sąsiedzi nadal uznają to za dobre usprawiedliwienie. On bije, gwałci, odbiera pieniądze - znaczy, że zasłużyła


Debata nad Konwencją Rady Europy o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej toczy się od trzech lat. Podpisana przez rząd konwencja na ratyfikację przez parlament czeka dwa lata. Dokument ten jest przedstawiany przez wielu hierarchów Kościoła katolickiego oraz środowiska konserwatywne jako zagrożenie, które miałoby zniszczyć rodzinę, tradycję oraz promować homoseksualizm. Część polityków wykorzystuje go jako straszak mający zapewnić wygraną w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. W tym czasie konwencja została ratyfikowana przez 15 państw, w tym również kraje takie jak Włochy i Malta, gdzie Kościół katolicki odgrywa ważną rolę w społeczeństwie.

Przemoc wobec kobiet oraz przemoc domowa są w Polsce powszechne. Według badań prof. Beaty Gruszczyńskiej z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości co roku w Polsce od 700 tysięcy do miliona kobiet doświadcza przemocy fizycznej lub seksualnej. Co roku w wyniku przemocy domowej ginie 150 kobiet. Wśród dorosłych Polek 11 procent doświadczyło gwałtu lub usiłowania gwałtu, a każdego roku 30 tysięcy kobiet zostaje zgwałconych.

Państwo przymyka oczy

Koronnym argumentem przeciwników konwencji jest stwierdzenie, że prawo w Polsce skutecznie przeciwdziała przemocy domowej, a państwo skutecznie ściga sprawców. Niestety - to nieprawda. Podstawowym warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa ofierze jest odizolowanie od niej sprawcy osobom oraz wymierzenie mu kary. Tymczasem na 10 zgłoszonych policji przypadków 7 postępowań jest umarzanych. W pozostałych, jeżeli dojdzie do skazania, w 86 proc. karę wymierza się w zawieszeniu. Jedynie w 5 proc. wyroków sąd nakłada na sprawcę obowiązek opuszczenia mieszkania lub zakaz zbliżania się do ofiary przemocy. Często ofiary muszą same przekonywać prokuraturę lub policję do tego, że bicie, przemoc psychiczna oraz seksualna są przestępstwem, które wymiar sprawiedliwości ma obowiązek ścigać. W praktyce tak właśnie wygląda stosunek organów ścigania do przeciwdziałania przemocy domowej.

Konwencja Rady Europy to umowa międzynarodowa, która nakłada na państwa w niej uczestniczące obowiązek prowadzenia działań w kilku kierunkach: zapewnienia realnej ochrony, skutecznego karania sprawców oraz działań prewencyjnych. Przykładami konkretnych rozwiązań, które w Polsce nie działają, a które konwencja wprowadza, mogą być: 24-godzinna bezpłatna infolinia dla ofiar przemocy, ośrodki specjalistyczne dla ofiar przemocy seksualnej, dostosowana do skali potrzeb sieć schronisk i ośrodków pomocy dla ofiar przemocy domowej oraz wprowadzenie do prawa pojęcia przemocy ekonomicznej. Konwencja wymaga także, aby państwa strony wprowadziły przepis umożliwiający natychmiastową izolację sprawcy od ofiary - w każdym przypadku wystąpienia przemocy. Praktyka wskazuje, że najczęściej do opuszczenia wspólnego mieszkania są zmuszone ofiary, w tym dzieci, a nie sprawca. Nadal do rzadkości należy zabranie przez interweniującą policję sprawcy przemocy z miejsca jego zamieszkania.

Prywatna przemoc

Przemoc domowa oraz przemoc wobec kobiet w społecznych wyobrażeniach są uznawane za mniej istotne i mniej zagrażające ogółowi formy przemocy. Mamy skłonność do oceniania przemocy, w której ofiary znajdują się w relacjach intymnych ze sprawcami lub są z nimi spokrewnione, raczej w kategorii "wewnętrznych problemów rodziny" lub "problemów w związku". Również ofiary przemocy domowej oraz przemocy seksualnej często myślą o doznanych przez siebie krzywdach w kategoriach "prywatnej przemocy". Najbliższe otoczenie wspiera taki sposób myślenia, sugerując, że "on nie jest taki zły" lub "może jakoś go sprowokowałaś".

Często ofiara przemocy domowej lub seksualnej, która zgłasza policji przestępstwo, staje się czarną owcą, a sprawca jest uznany za ofiarę pomówienia. Ofiara w wielu przypadkach musi najpierw udowodnić swoją prawdomówność oraz brak ukrytych intencji, aby otoczenie i odpowiednie służby zechciałby uwierzyć w jej wersję wydarzeń. Polskie sądy nie są wolne od uprzedzeń, w wyniku których co trzeci wyrok za przestępstwo zgwałcenia to wyrok w zawieszeniu, a średni wymiar kary za gwałt ze szczególnym okrucieństwem wynosi w Polsce 3,3 roku więzienia.

Przemoc, narzędzie władzy

Przemoc wobec kobiet oraz przemoc domowa to przede wszystkim problem mężczyzn. Według statystyk policyjnych to oni stanowią 92 proc. sprawców. Wśród ofiar 67 proc. to kobiety, 22 proc. to dzieci.

Oba rodzaje przemocy są zjawiskami bardzo egalitarnymi - wśród sprawców znajdziemy bezrobotnych, robotników i rolników, jak i przedsiębiorców, pracowników naukowych, gwiazdy filmu i sportu.

Badania psychologiczne wśród sprawców pokazują, że w tej grupie mężczyzn bardzo silna jest akceptacja dla autorytarnego modelu rodziny, przedmiotowego traktowania kobiet oraz silnych stereotypów dotyczących ról mężczyzn, kobiet i dzieci w rodzinie.

Sprawcy stosują przemoc nie z powodu wrodzonego sadyzmu, ale w celu utrzymywania władzy i kontroli nad bliskimi. W ich wyobrażeniach mężczyzna będący głową rodziny ma prawo karać za nieposłuszeństwo podległą mu kobietę i dzieci. U tej grupy myślenie w kategoriach: "Jeśli się baby nie bije, to jej wątroba gnije", "Brudy pierz w domu" albo "Gwałt w małżeństwie nie istnieje" jest bardzo silne. Bez zmiany tych postaw w całym społeczeństwie nie jest możliwe skuteczne przeciwdziałanie przemocy.

Przemocy wobec kobiet nieodłącznie towarzyszy krzywda dzieci. W domach, gdzie kobieta jest bita, poniżana czy dyskryminowana, dzieci są zarówno ofiarami przemocy, jak i jej świadkami - według badań prof. Gruszczyńskiej dzieci były nimi w 60 proc. przypadków. W takich rodzinach domowy oprawca posiada władzę totalną, wyznacza zasady i siłą podporządkowuje sobie otoczenie. Przemoc i ustawiczne zagrożenie tworzą atmosferę napięcia, niepewności, zachwiania podstawowego poczucia bezpieczeństwa. Dziecko obserwujące przemoc często staje się obrońcą bezradnego rodzica, starając się uspokoić agresora lub osłonić własnym ciałem ofiarę. Najważniejsi dla nich dorośli pozostają w toksycznej relacji przepełnionej strachem, wrogością, poniżeniem i rozpaczą.

Konwencja uwzględnia również konieczność ochrony dzieci przed przemocą ze strony dorosłych oraz specjalnej ochrony dziecka, które jest świadkiem przemocy domowej.

Poświęcenie ofiar

Przeciwnicy konwencji zgłaszają sprzeciw wobec każdej regulacji prawnej, która wymaga od państwa, by interweniowało w obronie ofiar przemocy domowej. Nawet wprowadzony do polskiego prawa w 2010 roku ustawowy zakaz stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci spotkał się z oporem części hierarchów kościelnych i konserwatystów, według których brak możliwości bicia dzieci oraz stosowania tzw. klapsa narusza prawo rodziców do wychowania potomstwa zgodnie z ich światopoglądem. Zbyt często bezpieczeństwo i ochrona rodziny są przez skrajnych zwolenników tego poglądu utożsamiane z zapewnieniem bezkarności sprawcom przemocy domowej. Nie można bronić modelu państwa, które poświęca bezpieczeństwo najsłabszych jednostek w imię ochrony interesów sprawcy przemocy.

W październiku tego roku posłowie PO, PSL i PiS na posiedzeniu komisji parlamentarnych zablokowali sejmowe głosowanie nad ratyfikacją konwencji. W tym samym miesiącu organizacje pozarządowe - w tym Amnesty International, Centrum Praw Kobiet, fundacja Feminoteka, fundacja Dzieci Niczyje oraz Pogotowie Niebieska Linia - wystosowały do posłów apel o jak najszybszą ratyfikację konwencji. Apel pozostał bez odpowiedzi.

Niestety, prawa ofiar przemocy stały się kartą przetargową w zabiegach o poparcie Kościoła katolickiego przed zbliżającymi się wyborami. Być może politycy blokujący ratyfikację konwencji gotowi są poświęcić życie kilkudziesięciu kobiet rocznie oraz zdrowie kilkuset tysięcy ofiar przemocy domowej, aby zdobyć głosy wśród sprawców oraz części konserwatystów bojących się zniszczenia polskiej tradycji. Będzie to wyraźny sygnał dla społeczeństwa, że interesy polityczne wybranych grup są ważniejsze od społecznej solidarności i ochrony bezpieczeństwa najsłabszych jednostek.

Zablokowanie konwencji może przynieść niektórym politykom sukces wyborczy, jednak cenę tego "sukcesu" poniosą ofiary przemocy.

 

Tytuł i lead od redakcji
Renata Durda, szefowa Pogotowia "Niebieska Linia" IPZ; Grzegorz Wrona, adwokat; Draginja Nadaždin, dyrektorka Amnesty International Polska; Sergio de Arana, Głosy Przeciw Przemocy; Joanna Piotrowska, prezeska Fundacji Feminoteka

źródło:http://wyborcza.pl

Prosisz a dziecko cię nie słucha? Jak rozmawiać bez złości

Zaczniemy od przytoczenia realnej sytuacji, jednej z wielu mających miejsce każdego dnia.

Dziecko bawi się z kolegą na świetlicy. Przychodzi po nie rodzic i prosi, by dziecko zakończyło zabawę i przygotowało się do wyjścia. Dziecko kontynuuje zabawę, więc rodzic ponawia prośbę. Dziecko nadal się bawi. Rodzic ponawia prośbę, z tym samym skutkiem. Zdenerwowany informuje dziecko, że jeśli za dwie minuty nie założy butów, nie będzie oglądało ulubionych Pingwinów z Madagaskaru. Dziecko podnosi wzrok i zaczyna płakać. Rodzic u kresu cierpliwości mówi do dziecka: “Proszę, załóż buty i kurtkę. Czekam na dole”.

W efekcie na końcu scenki mamy rozpłakane i rozżalone dziecko oraz zezłoszczonego, doświadczającego poczucia bezsilności rodzica. Co w tej sytuacji przyczyniło się do zdenerwowania rodzica? Przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w jego głowie w odpowiedzi na odmowę dziecka, wyrażoną poprzez brak jasnej werbalnej reakcji na prośbę rodzica.

Niezaspokojona potrzeba

W naszej nawykowej komunikacji taką odmowę dziecka traktujemy jako przyczynę naszej złości. W rodzicielstwie inspirowanym Porozumieniem Bez Przemocy na odmowę patrzymy jedynie jak na bodziec, jak na coś, co tylko wskazuje nam, że jakaś nasza potrzeba jest niezaspokojona. Nie jest ona jednak przyczyną naszej złości. Ta ukryta jest głębiej. Nie widzimy jej, gdyż jest przykryta licznymi, często niemal nawykowymi myślami, które stanowią naszą interpretację danej sytuacji. Są to myśli takie jak:

  • „Tak nie powinno być”.
  • “Jak on może mnie tak ignorować. Powinien wiedzieć, że jestem zmęczona i chcę szybko wrócić do domu”.
  • “Trzeba było być bardziej surowym rodzicem, to nie zdarzałyby mi się takie sytuacje”.
  • “Muszę być bardziej stanowczy”.

Poznajecie te zdania?

Trzeba, muszę…

Są w nich słowa-eskalatory złości. Mówiąc je sobie lub komuś zapewne wzbudzimy złość, którą skierujemy na świat zewnętrzny lub wewnętrzny, na siebie. Są to słowa: powinnam, nie powinienem, trzeba, muszę. Ogólnie rzecz ujmując tymi słowami próbujemy sobie wmówić, że sytuacja, która właśnie ma miejsce, powinna być inna niż jest, my powinniśmy być inni niż jesteśmy, nasze dziecko powinno być inne. To bolesne! Dlatego też reagujemy złością. Boli, więc zaczynamy się bronić… niestety, raniąc dalej i siebie i dziecko.

Co jest ważne?

PBP zachęca by w takich chwilach zdenerwowania, złości, skierować uwagę na to, co w danym momencie jest dla nas ważne. Innymi słowy, przyjrzeć się tego typu zdaniom i sprawdzić, ku jakim niezaspokojonym potrzebom one nas prowadzą. W przypadku tego rodzica być może była to potrzeba współpracy, kontaktu z dzieckiem, odpoczynku, łatwości i lekkości w wykonywaniu codziennych czynności, takich jak wychodzenie ze szkoły.

Mamy więc dwa zagadnienia:  prośby rodzica i myśli – eskalatory złości.

Przyjrzyjmy się zatem jeszcze raz prośbom rodzica.

  • “Proszę, szykuj się do wyjścia” – powtórzone trzykrotnie.
  • “Proszę, załóż buty i kurtkę. Czekam na dole”.
  • Między nimi jest jeszcze zdanie: “Jeśli za dwie minuty nie założysz butów, nie będziesz oglądał ulubionych Pingwinów z Madagaskaru”.

To zdanie jasno nam pokazuje, iż w tej sytuacji nie było miejsca na odmowę dziecka. W PBP rozróżniamy żądania od rzeczywistych próśb. Jaka jest różnica? Nie polega ona na użytych słowach, bo zarówno żądania, jak i rzeczywiste prośby mogą zawierać słowo „proszę”. To, co odróżnia prośbę od żądania to intencja, z jaką wypowiadane są te słowa. W żądaniu nie ma gotowości i otwartości by przyjąć odmowę, natomiast w prośbie, gdy mamy otwarte i wrażliwe serce, mamy w sobie gotowość, by przyjąć od rozmówcy odmowę. Takie „nie” nie oznacza, że rezygnujemy z tego, o co prosimy, z tego co dla nas w danym momencie ważne, lecz zapraszamy rozmówcę do podjęcia dialogu – do poszukiwania rozwiązania dobrego dla obu stron. Jest to taniec pomiędzy potrzebami moimi, a potrzebami rozmówcy w takt szacunku, zaufania i współpracy.

Kiedy myślimy o tym zagadnieniu, przypominają nam się ważne dla nas słowa Miki Kashtan, amerykańskiej certyfikowanej trenerki PBP z książki pod tytułem: “The little book of Courageous Live” (Mała książka o Odważnym Życiu):

„Jeśli to czego chcesz od dziecka nie podlega negocjacjom, powiedz to wprost, zamiast udawać, że jest to prośba, dopóki dziecko powie nie.”  

Jeśli nie chcemy negocjować

Czasem nie mamy możliwości lub nie chcemy negocjować z dzieckiem. Czasem nie dajemy dziecku wyboru. Warto to powiedzieć otwarcie. Dlaczego? Bo choć sytuacja potencjalnie jest trudna, może nadal być okazją do budowania empatycznego kontaktu i dialogu. Dialog ten nie będzie dotyczyć tego, jakie są opcje działania w tej sytuacji, tylko tego jak my jako rodzice się czujemy w tej sytuacji, jaka jest nasza intencja. Jednocześnie możemy z uwagą przyjąć uczucia, które pojawią się w dziecku.

Możemy dać mu odczuć, że rozumiemy i akceptujemy jego frustracje czy smutek, że widzimy jego potrzeby i że są one dla nas ważne. Co więcej, że chcemy jak najczęściej brać je pod uwagę i szukać rozwiązań, które pomogą uwzględnić potrzeby i rodzica, i dziecka. Możemy wyjaśnić, że teraz mamy taką sytuację, że nie ma możliwości, by szukać strategii na uwzględnienie potrzeb dziecka, a jednocześnie one naprawdę są dla nas ważne. Możemy również zapewnić dziecko, że jego frustracja, złość czy smutek są jak najbardziej zasadne, a my je przyjmujemy z otwartym sercem, nawet jeśli na ten moment nie chcemy lub nie możemy zmienić sytuacji.

Dlaczego warto mówić dziecku, że przyjmujemy jego uczucia i widzimy potrzeby?

W naszym przekonaniu to są momenty, kiedy pokazujemy dziecku, jak ważna jest dla nas relacja z nim. I choć czasem są sytuacje, kiedy spotykamy ograniczenia lub wybory, które mamy do dyspozycji, są wyborami, których nie lubimy, to i tak jako rodzice stawiamy na zaufanie, szczerość, branie pod uwagę, bezwarunkową akceptację.

Dodatkowo, kiedy mówimy o naszych uczuciach i potrzebach, które się dzieją tu i teraz, nie uruchamiamy spirali myśli prowadzących nas do złości: powinienem, muszę, trzeba. I oczywiście, w takim momencie być może uczuciem, o którym będziemy chcieli powiedzieć, będzie złość. Natomiast uczucie nazwane to uczucie, które przemija lub już przeminęło. Zaczyna znikać. A my wtedy możemy już być z naszymi potrzebami, dawać im uwagę i ważność.

Nawiązać kontakt

Na koniec pragniemy powiedzieć jeszcze kilka słów o tym, co mogłoby pomóc nawiązać kontakt z dzieckiem w takich sytuacjach. Czasem wśród praktyków PBP mówimy, że empatia czyni cuda. Tym cudem jest zwiększanie prawdopodobieństwa wzajemnego usłyszenia się i zobaczenia swoich potrzeb. Empatyczne słowa w kontakcie z dzieckiem mogłyby w tej sytuacji brzmieć następująco:

R: Kochanie, widzę, że nadal się bawisz, choć ja Cię proszę, żebyś się ubrał. Podejrzewam, że fajnie się tutaj bawicie, tak?

Na tak zadane pytanie dziecko mogłoby zareagować podnosząc wzrok na rodzica czy kiwając głową. Być może jednak zignorowałoby słowa rodzica. Rodzic jednak nie traktuje zachowania dziecka jako ataku przeciwko niemu, ale jako zaproszenie do dalszych prób. Rodzic mógłby kontynuować, dopytując:

R: Lubisz grać w tą grę, tak? To wygląda naprawdę na super zabawę.

Dziecko widzi wtedy, iż rodzic ma gotowość je naprawdę zobaczyć i wejść dziecięcy świat. Dajemy dziecku uwagę – i to nie słowami, lecz naszym podejściem, naszą intencją zwrócenia się ku temu, co w danym momencie ważne dla dziecka. Zwiększamy wówczas prawdopodobieństwo, iż ono zechce wejść w nasz, kiedy zaczniemy się nim dzielić. Być może dziecko wtedy coś do nas powie, na przykład:

D: Chciałbym zagrać z Tobą w domu w taką grę.

R: Chcesz i ze mną się pobawić? Świetnie. Jeśli ubierzesz się za 5 minut, będziemy mieli całe 2 godziny i 55 minut na zabawę w domu przed kolacją. Ruszamy?

To prawda, ze taki dialog z dzieckiem oparty na empatii zajmuje czas, którego czasem nie mamy w danym momencie, a czasami wmawiamy sobie, że nie mamy (aczkolwiek to odrębny temat).

A co z sytuacją, kiedy jednak nie mamy zasobów czy chęci na empatyczny kontakt z dzieckiem? Zawsze możemy wybrać empatyczny kontakt ze sobą i zacząć rozmowę od siebie.

W naszej sytuacji mogłoby to wyglądać tak, że po dwu-  czy trzykrotnym powtórzeniu “Proszę szykuj się do wyjścia”, zamiast posłużyć się szantażem “Jeśli nie… to…”, rodzic może powiedzieć o sobie.

R: Hej, Janek, dwukrotnie poprosiłem cię o szykowanie się do wyjścia, jestem mocno zmęczony i nie lubię tak czekać ubrany w przejściu, chcę być w domu i tam bawić się z Tobą, coś zjeść. Zależy mi na wyjściu ze szkoły w ciągu 5 minut. Proszę pożegnaj się z chłopakami i wychodzimy.

Przyjrzyjmy się naszym prośbom

Kiedy słyszysz słowa rodzica z naszej scenki: “zakończ zabawę i przyszykuj się do wyjścia”, jakie widzisz możliwości zrealizowania tej prośby? Kiedy wczuwamy się w rolę dziecka, nasza fantazja prowadzi nas do kilku przykładowych rozwiązań w głowie dziecka:

- Aha, to jeszcze 10 rundek i skończę grę z chłopakami.

- To się szykuję, to zacznę od wolniejszego biegania, tak pani robi z końmi jak kończą szybki trening, najpierw schładzają się.

- No chłopaki, mam jeszcze tylko 10-15 minut i już mnie nie ma. Tata się spieszy, widzicie.

- Lepiej nic nie będę mówił, to tata pomyśli, że jestem bardzo zajęty, lubi jak jestem skoncentrowany.

Często nie otrzymujemy tego, czego chcemy, gdyż nie jesteśmy dostatecznie konkretni w naszych prośbach. Oczywiście w sytuacjach powtarzalnych, takich jak wychodzenie ze szkoły, mamy pokusę, by liczyć na domyślność dziecka, na jego pamięć o tym, czego oczekiwaliście od niego na początku roku szkolnego. Niemniej jednak w międzyczasie mogło się wydarzyć mnóstwo rzeczy, które zmieniły obraz tej prośby. Raz przyszliście i spotkaliście mamę Kasi i odebraliście dziecko dopiero 20-minutowej po rozmowie w drzwiach. Innym razem byliście w tak dobrym nastroju i przypływie energii, że dołączyliście się do zabawy i wyszliście dopiero po półgodzinie, etc.

Konkluzja? Im częściej udaje się nam być w tu i teraz, z sytuacją taką, jaka jest, a nie z jaką chcielibyśmy być, tym łatwiej pozostaniemy w kontakcie ze sobą, poza złością i szantażem. Łatwiej nam będzie wówczas podejmować próby wejścia w kontakt z dzieckiem. Jak tam dotrzeć? Po pierwsze – podjąć decyzję, że chcemy tam być. A po drugie, praktykować mimo porażek.

źródło: http://dziecisawazne.pl/prosisz-dziecko-cie-nie-slucha-jak-rozmawiac-bez-zlosci/

Dlaczego ofiary przemocy domowej tkwią w toksycznych związkach

 

"Po­win­nam była odejść, kiedy za­gro­ził, że za­bi­je na­sze­go psa i po tym, jak po raz pierw­szy zrzu­cił mnie ze scho­dów, i gdy po raz pierw­szy przy­ło­żył mi do skro­ni na­ła­do­wa­ną broń. Nie zro­bi­łam tego". Czę­sto ofia­ry prze­mo­cy do­mo­wej nie chcą albo nie mogą po­rzu­cić czło­wie­ka, który je krzyw­dzi. Dzien­ni­kar­ka "Wa­shing­ton Post" wy­trzy­ma­ła z bru­tal­nym mężem czte­ry lata. Jak wy­glą­da­ło jej życie jako ofia­ry prze­mo­cy do­mo­wej i dla­cze­go za­koń­cze­nie tok­sycz­ne­go związ­ku było dla niej pro­ble­mem?


Zanim pokochałam mężczyznę, który stosował wobec mnie przemoc, chwaliłam się przed koleżankami, że ja nigdy w życiu nie zgodziłabym się być z kimś, kto choć raz podniósłby na mnie rękę. Jak większość ludzi niemających bladego pojęcia o tym, jak złożone bywają związki z krzywdzicielami, nie wiedziałam wtedy, jakie niebezpieczeństwa wiążą się czasem z miłością.

Gdy obejrzałam materiał filmowy z Rayem Ricem wymierzającym cios swojej ówczesnej narzeczonej Janay Palmer, a następnie wyciągającym ją, nieprzytomną z windy [wskutek skandalu zawodnik National Football League został wykluczony z rozgrywek bezterminowo] i kiedy usłyszałam, że ta dziewczyna broni swojego agresora, przypomniało mi się, jak wielką trudność sprawiło mnie samej porzucenie krzywdzącego mnie przez wiele lat męża.

Poznałam go w Nowym Jorku będąc 22-letnią świeżo upieczoną absolwentką Harvardu. On również zdobył dyplom jednej z najlepszych amerykańskich uczelni, a później znalazł pracę na Wall Street. Lista incydentów, które powinny były doprowadzić do naszego rozstania, zaczynałaby się mniej więcej tak:

  • Po trzech miesiącach znajomości w nocy podczas seksu zaczął mnie dusić, co starałam się sobie przedstawić jako dziwaczne zachowanie o charakterze erotycznym – dla niego, nie dla mnie.
  • W dniu, gdy zamieszkaliśmy razem, przestał się do mnie odzywać, ponieważ odebrałam telefon od kolegi, który pogratulował mi rozpoczęcia nowego etapu w życiu.
  • Pewnej soboty powiedział mi, że lepiej wyglądam bez makijażu i w ogóle zabronił mi się malować.
  • Kiedy wieczorem szykowałam się do wspólnego wyjścia na kolację, nazwał mnie dziwką, ponieważ jego zdaniem założyłam za krótką spódnicę.
  • Rankiem, w pięć dni przed naszym ślubem, zaatakował mnie i próbował udusić, uzasadniając to później słowami, że "przypominałam mu jego matkę".
  • W czasie naszej podróży poślubnej podczas jazdy samochodem zdzielił mnie w głowę z taką siłą, że poleciałam na szybę po przeciwnej stronie pojazdu.
  • Pewnej nocy, gdy akurat jechałam autostradą, wyciągnął mi kluczyk ze stacyjki.

Powinnam była odejść, gdy zakomunikował mi, że odtąd nie będę mogła spędzać świąt z rodziną. Kiedy zagroził, że zabije naszego psa. Po tym, jak po raz pierwszy zrzucił mnie ze schodów. W odpowiedzi na jego groźby, gdy po raz pierwszy przyłożył mi do skroni naładowaną broń.

Co sprawiło, że mimo wszystko trwałam u boku brutalnego męża? Przy żadnym innym mężczyźnie nie czułam się taka piękna, ważna, kochana i bezpieczna jak przy nim w pierwszych miesiącach naszej znajomości. Lista powodów, dla których chciałam ratować ten związek, także zawierałaby więcej pozycji:

  • Miłość pomyliłam z litością: żal mi było męża, który jako dziecko bywał bity i głodzony przez ojczyma.
  • Sądziłam, że jestem jedyną kobietą na świecie zdolną uwolnić tego mężczyznę od jego demonów.
  • W przerwach między kolejnymi aktami okrucieństwa wciąż potrafił mnie rozśmieszyć.
  • Kochałam go.

Tylko Janay i Ray Rice wiedzą, czy incydent w windzie był wyjątkowy, czy też wpisywał się w pełen przemocy związek. Z doświadczenia wiem jednak, że rzadko się zdarza, żeby tego typu agresja ograniczała się do pojedynczych przypadków. Raczej ofiary przemocy domowej wciągane są w scenariusz, który dla wszystkich przebiega podobnie, bez względu na poziom wykształcenia, grupę etniczną, poziom dochodów, rasę, czy płeć kata i ofiary. Kolejno można by wymienić następujące fazy: miłość jak z bajki, izolacja od rodziny, przyjaciół, kolegów z pracy i sąsiadów, pogróżki związane z użyciem siły, faktyczne użycie siły, przekonujące przeprosiny, powtórka…

Co czwarta Amerykanka i co siódmy Amerykanin doświadczyli przemocy domowej w jej skrajnej postaci. Z badań wynika, że najczęściej ofiarami agresywnego partnera padają kobiety między 18. a 34. rokiem życia. (…)

Statystyki mówią o przynajmniej sześciu nieudanych próbach zakończenia związku przez osobę krzywdzoną, podejmowanych często na przestrzeni wielu lat, po których następuje próba siódma, kiedy to spirala agresji zostaje wreszcie przerwana. Jednakże to właśnie wtedy, gdy kobieta (albo mężczyzna, bo także mężczyźni są wśród ofiar) rzeczywiście odchodzi, naraża się na największe niebezpieczeństwo, ponieważ zabójstwa w ramach przemocy domowej najczęściej zdarzają się po rozstaniu.

A oto co pomogło mi zakończyć czteroletnią gehennę u boku brutalnego męża:

  • Nie mieliśmy dzieci.
  • Dwie przyjaciółki w porę zorientowały się, co się ze mną dzieje i nie osądzały mnie za to, jak postępuję ani nie nakłaniały do zerwania związku, kiedy nie byłam jeszcze na to gotowa.
  • Para policjantów rzeczowo poinformowała mnie, że jeśli zostanę z mężem, prędzej czy później znajdą moje zwłoki na podłodze w salonie.
  • Matka podarowała mi 10 tys. dolarów, ponieważ przeczuwała, że te pieniądze rozwiążą przynajmniej część problemów. Wręczyła mi je bez komentarzy w rodzaju "A nie mówiłam?".
  • Adwokat prowadzący moją sprawę rozwodową przekonał mnie, że powinnam przekazać mężowi w ramach ugody kwotę 3 tys. dolarów, by mężczyzna, którego tak długo uważałam za bratnią duszę uznał, że zakończenie małżeństwa ze mną jednak mu się opłaciło. Dla mnie to były najlepiej wydane pieniądze w życiu, od 20 lat nie widzieliśmy się z eks ani razu.
  • Gdy przyszło mi wybierać między nim a mną, wybrałam siebie.

Pewnego dnia Janay Rice może pójść w moje ślady i przygotować własne listy wymieniające powody, dla których należało odejść, uzasadnienia dla trwania w małżeństwie, nazwiska przyjaciół, krewnych i przypadkowo poznanych ludzi, którzy wykazali się zrozumieniem dla delikatnej sytuacji osoby w krzywdzącym związku. Każda ofiara przemocy, której udało się wyjść na prostą, robi taki bilans.

Janay przyjdzie się zmierzyć z ciekawością ludzi, którzy chętnie i na forum publicznych będą pytali: "Dlaczego ona nadal jest z tym mężczyzną, skoro on ją bije?". Chociaż zaskoczenie powinna budzić zupełnie inna kwestia: "Dlaczego Ray Rice miałby uderzyć kobietę, która go kocha?".

Wiele bym dała, żeby świat potraktował Janay Rice oraz inne ofiary przemocy domowej z szacunkiem, na jakie zasługują. Zamiast potępiać tę kobietę za to, że pokochała agresywnego mężczyznę, lepiej byśmy zrobili ucząc się o podstępnych mechanizmach toksycznej miłości po to, by służyć pokrzywdzonym wsparciem, gdy wreszcie zdecydują się odejść.

O krzywdach, jakich doznała z rąk męża Leslie Morgan Steiner napisała w książce "Crazy Love". Autorka jest też prelegentką TED Talk oddaną sprawie ofiar przemocy domowej. W latach 2001-2006 zajmowała stanowisko kierownicze w redakcji "Washington Post Magazine".

 

źródło:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/dlaczego-ofiary-przemocy-domowej-tkwia-w-toksycznych-zwiazkach/3j60j